5 najcięższych grzechów trenerów personalnych

23/05/2017

Powiedzmy sobie szczerze - trener personalny ma fantastyczne życie. Spędza pół dnia na siłowni, poprzygląda się odbiciu w lustrze, coś tam podpowie, tu pomoże, tam pogada. W międzyczasie wrzuci fotorelację z treningu, opisze jak walczy o marzenia i lepsze jutro. Jest młody, zdrowy, sławny, ludzie go lubią i szanują. Żyje według własnych zasad, zarabia przy tym na tyle dużo żeby bujać się sportowym samochodem i robić zakupy w Almie.

 

Żyć nie umierać. Niekiedy jednak na idealnym wizerunku pojawiają się rysy - szczególnie, jeśli popatrzymy na niego pod odpowiednim kątem. Są trenerzy, których osobowość i zachowanie stanowi dobry wzór do naśladowania, jak i osobniki dopuszczające się uczynków, których szanujący się człowiek dopuszczać się nie powinien.

 

Poniżej opisałem 5 spośród wielu zachowań dyskwalifikujących trenera jako osobę trzymającą pieczę nad Twoją formą.

 

"Indywidualne" plany

 

Absolutnie najbardziej znienawidzoną czynnością w pracy trenera personalnego jest rozpisywanie planu treningowego lub diety.

 

Jest to żmudna, nudna praca przy komputerze, którą po prostu trzeba wykonać. Zajmuje sporo czasu i z reguły nie daje takiej przyjemności jak np. trening personalny. Wymaga pełnego skupienia i analizy, a następnie przetworzenia informacji, które trener uzyskał od Klienta. Przy układaniu planu treningowego lub diety należy uwzględnić szereg parametrów, jak m.in:

  • wiek

  • płeć

  • stan zdrowia (tutaj odpowiednio: przebyte choroby, urazy, morfologia, alergie, nietolerancje…)

  • cele treningowe

  • wady postawy

  • możliwości czasowe

  • przeszłość związaną ze sportem

  • aktywność niezwiązaną ze sportem

  • tryb życia

  • rytm dobowy

 

I wiele innych, długo by wymieniać.

 

Przynajmniej teoretycznie, ponieważ pojawia się kusząca opcja w postaci użycia dwóch skrótów na klawiaturze: Ctrl + C, Ctrl + V (lub Command + C, Command + V - nie dyskryminujmy posiadaczy sprzętu Apple).

 

Czy Klient się zorientuje?

 

Najczęściej nie - bo skąd ma wiedzieć, że “zindywidualizowany, przygotowany specjalnie dla Ciebie plan treningowy, uwzględniający najnowsze trendy w dziedzinie anatomii, biochemii i marketingu” to gotowiec, który otrzymujesz, i za który płacisz jako jeden z wielu?

 

Skuteczności takiego planu nie będę oceniał, ponieważ dla wielu osób skopiowany z kulturystycznego forum szablon okaże się wystarczającym rozwiązaniem. Jednak oferowanie podobnej usługi jako spersonalizowanej, a następnie wysyłanie kopii kopii, jest nie fair.  

 

Nikt ci tyle nie da ile ja ci obiecam

 

“Schudnij 7 kg w miesiąc”, “zbuduj 5 kg masy mięśniowej w 6 tygodni”, “przedłuż swojego penisa o 5 cm dzięki prostej sztuczce” - takie hasła zwracają uwagę i zachęcają do zakupu. W połączeniu z emanującym pewnością siebie trenerem oraz obietnicami łatwej i przyjemnej metamorfozy - trudno nie wyłożyć pieniędzy na stół z wizją nowego, lepszego siebie.

 

Plany i marzenia szybko weryfikuje rzeczywistość. Mając do wyboru dwóch trenerów: pierwszego, który mówi Ci, że zdrowa, bezpieczna redukcja tkanki tłuszczowej to żmudny proces i ubytek rzędu 0,5-1% masy ciała tygodniowo czy drugiego, obiecującego Ci powrót do sukienki ze studniówki w 3 miesiące?

 

No właśnie… Chcemy mieć efekty tu i teraz, zdrowy rozsądek przegrywa ze słodkim kłamstwami.

 

Podobnie ma się sytuacja w przypadku budowy masy mięśniowej - zdaniem Lyla McDonalda (niestety, to nie ten od hamburgerów) przyrost suchej masy mięśniowej bez wspomagania się farmakologią wygląda tak:

 


Category Rate of Muscle Gain
Beginner 1-1.5% total body weight per month
Intermediate 0.5-1% total body weight per month
Advanced 0.25-0.5% total body weight per month

 

Wartości podane w rozpoczynającym akapit zdaniu są realne, jednak szanse na wspomniane efekty są niewielkie (nt. ostatniej obietnicy się nie wypowiadam).

 

Dość często dochodzi do mylenia pojęć - nie zawsze “chudnięcie” oznacza “zmniejszenie ilości tkanki tłuszczowej”. Ubytek wody, glikogenu, zalegającego w układzie pokarmowym jedzenia może sprawić, że kilogramów na wadze będzie rzeczywiście dużo mniej (szczególnie jeśli startujemy z wysokiego pułapu), jednak niekoniecznie będzie to zmiana, której oczekujemy.

 

Nabieranie masy mięśniowej może znacznie przekraczać podane w tabeli wartości jeśli utożsamiamy beztłuszczową masę ciała z suchą masą mięśniową, do tego wracamy do treningu po przerwie i wspomagamy się zwiększającą magazynowanie wody kreatyną.

 

Wielu trenerów obawia się podawania realnych możliwości poprawy formy, w obawie przed zniechęceniem i rezygnacją z zakupu.

 

Czy słusznie? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Z jednej strony - Klient może rzeczywiście zrezygnować z usług trenera i radzić sobie samemu lub z pomocą hojnieszej w obietnicach konkurencji, z drugiej - deklarowanie efektów, które nie następują lub następują wolniej, niż było w planie nie jest dobrym rozwiązaniem.

 

Najwłaściwszą drogą jest edukacja Klienta i uświadomienie go, że pewnych ograniczeń nie da się przeskoczyć, a skorzystanie z usług podmiotu to zapewniającego może okazać się nietrafioną inwestycją.

 

Co wolno wojewodzie...

 

Trener powinien wyznawać zasady, które próbuje wpoić podopiecznym.

 

Jak wygląda trener, który zakazuje jedzenia słodyczy a sam regularnie opycha się ciastkami? Sugeruje przygotowywanie zdrowych posiłków w domu, stołując się w fast-foodach? Informując o szkodliwości alkoholu i wrzucając piątkowe zdjęcia z zakrapianych imprez?

 

Co najmniej niewiarygodnie.

 

Nie oznacza to, że trener ma prowadzić idealnie zdrowe, ascetyczne życie - wszystko jest dla ludzi, a w przygotowaniu formy marzeń nie przeszkodzi okazjonalna Milka Oreo, wypad na Festiwal Pizzy raz na pół roku czy drink z okazji urodzin najlepszego przyjaciela. We wszystkim należy jednak znaleźć złoty środek, pamiętając, że trener często bywa bezkrytycznie kopiowanym wzorem, a utracone zaufanie trudno jest odbudować.

 

Warto tutaj wspomnieć o bardzo kontrowersyjnym temacie, jakim jest doping. Zdaję sobie sprawę, że trener - kulturysta chwalący się, że jego sylwetka to efekt osiągnięty dzięki duetowi strzykawka&igła miałby utrudniony proces pozyskiwania Klientów, jednak wmawianie naturalności i zapewnianie, że wystarczy trening, dieta i ciężka praca aby wyglądać jak idol to oszustwo i powinno być piętnowane.

 

Wciskanie niepotrzebnych suplementów

 

Uważam, że przy obecnej degradacji żywności i aktywnym trybie życia suplementacja jest niezbędna. Bardzo dobrze, że większość trenerów poleca swoim Klientom suplementy, ponieważ niewątpliwie pomagają one w osiągnięciu ustalonych celów.

 

Na drodze do symbiozy stoi tylko jedna przeszkoda - kasa. Znaczna część trenerów współpracuje ze sklepami z odżywkami lub konkretnymi firmami, co wydaje się doskonałym pomysłem: Klient dostaje wspomagające go, najlepszej jakości suplementy za mniejsze pieniądze, a trener otrzymuje należną mu z tego tytułu prowizję.

 

Sytuacja zaczyna się robić patologiczna, gdy trener postrzega współpracę z partnerem zapewniającym odżywki nie jako wsparcie i pomoc dla Klienta, ale jako źródło dochodu. Rodzi to absurdalne sytuacje, gdy początkująca osoba, której do utrzymania lub poprawy zdrowia oraz osiągnięcia wymarzonej formy wystarczy sensowny trening i z głową zaplanowana dieta, po kilku treningach ma szuflady wypchane hurtową ilością suplementów, których sensowność stosowania w jej przypadku wydaje się być wątpliwa.

 

O ile nie mamy do czynienia ze sportowcem przygotowującym się do zawodów lub osobą, której stan zdrowia usprawiedliwia stosowanie mało popularnych, drogich substancji trudno mi znaleźć usprawiedliwienie dla ładowania w człowieka dawki tabletek i proszków mogącej zaspokoić nawet najbardziej wybrednego leko(suplo?)mana.

 

Podstawę suplementacji powinny stanowić witaminy i minerały uzupełniane w zależności od potrzeb (a nie profilaktycznie przepisywane kompleksy witaminowo-mineralne, zawierające dawki kilkunastokrotnie przekraczające zalecane spożycie, które często - o ironio - oparte są na słabo wchłanialnych formach mikroelementów, niezapewniających nawet 100% dziennego rekomendowanego zapotrzebowania). Dobrym pomysłem, szczególnie jeśli mamy do czynienia z zapalonym amatorem sportu, jest stosowanie bezpiecznych, przebadanych substancji, których skuteczność nie budzi wątpliwości. Stosowanie zaawansowanych stacków przed/po treningowych, wątpliwej skuteczności ziół lub ekstraktów może być wydatkiem, który znacznie lepiej przeznaczyć na dobrej jakości jedzenie czy porządną książkę. Najlepiej o suplementach. Albo metodach wywierania wpływu.

 

Każdy chce zarobić, nie ma w tym niczego złego.

 

Tylko gdzie leży granica pomiędzy uzasadnionymi potrzebami a nabijaniem kieszeni poprzez (nie?)świadome wciskanie Klientom zbędnych produktów?

 

Kradzież treści

 

“Twórca, którego autorskie prawa osobiste zostały zagrożone cudzym działaniem, może żądać zaniechania tego działania. W razie dokonanego naruszenia może także żądać, aby osoba, która dopuściła się naruszenia, dopełniła czynności potrzebnych do usunięcia jego skutków, w szczególności aby złożyła publiczne oświadczenie o odpowiedniej treści i formie. Jeżeli naruszenie było zawinione, sąd może przyznać twórcy odpowiednią sumę pieniężną tytułem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę lub - na żądanie twórcy - zobowiązać sprawcę, aby uiścił odpowiednią sumę pieniężną na wskazany przez twórcę cel społeczny”

 

Gdyby świadomość istnienia ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych była większa, a możliwości uzyskania sensownych odszkodowań bardziej dostępne, to w wydziale sądu zajmującym się podobnymi sprawami czekałoby się na termin rozprawy dłużej, niż w czasach PRL-u na mieszkanie spółdzielcze.

 

Stworzenie sensownej treści wymaga niebanalnego pomysłu, porządnego researchu i kilku godzin na sklejenie całości w akceptowalny twór. Co więcej, tworząc własny content narażamy się na krytykę - nie każdemu może się podobać nasze zdanie, możliwe też, że popełniliśmy merytoryczne błędy kompromitujące Nas w oczach potencjalnych Klientów. Nawet jeśli po wielu godzinach pracy wypuścimy składający się z kilku tysięcy znaków tekst to i tak zyskamy mniej polubień, niż zdjęcie wypiętego tyłka doświadczonej zawodniczki IFBB z półrocznym stażem na siłowni.

 

O wiele łatwiej i szybciej jest zastosować skrót na klawiaturze opisany w pierwszym punkcie tego artykułu. Wystarczy on najczęściej do zebrania satysfakcjonującej ilości lajków, podbudowania wizerunku eksperta i utwierdzenia się w przekonaniu, że wspaniale znasz się na swojej robocie.

 

Kradzież treści występuje (i z tego co jest mi wiadome - uchodzą bezkarnie) nawet na najwyższym szczeblu fitnessowych gwiazd, z największymi miłośnikami kaszy jaglanej włącznie.

 

Poza czystym sumieniem - trudno znaleźć racjonalne przesłanki przemawiające za unikaniem tego typu zachowań, ponieważ trener kopiujący treści jest praktycznie bezkarny - nawet jeśli przyłapie się go na gorącym uczynku to wystarczy usunięcie posta - i po krzyku.

 

Podsumowanie

 

Mam nadzieję, że ten artykuł uczuli Cię na pewne kwestie i sprawi, że zaczniemy patrzeć na trenerów bardziej czujnym okiem. Pewnym zachowaniom należy mówić stanowcze NIE, a wymienione punkty mogą stanowić dobry punkt odniesienia przy wyborze osoby, której chcemy - jakkolwiek to zabrzmi - powierzyć własne ciało.

 

Wiem, że nie zbawię świata, ale będę miał ogromną satysfakcję, jeśli przekonam choć jednego trenera do zaniechania opisanych praktyk.

 

Klient nie wszystko wybaczy.

 

Udostępnij na Facebooku
Polub post
Please reload

Wyróżnione posty

Dlaczego Twój trening pośladków jest do d...?

04/21/2017

1/2
Please reload

Ostatnie posty

12/03/2018

Please reload

Archiwum
Please reload

Wyszukaj wg tagów
Please reload